Zacznijmy fragmentów tekstu z opowiadania Tadeusza Borowskiego Proszę państwa do gazu.
Oto czterech z Kanady dźwiga trupa; olbrzymią opuchłą babę, klną i pocą się z wysiłku, kopniakami odganiają zabłąkane dzieci, które plączą się po wszystkich kątach rampy, wyjąc przeraźliwie jak psy. Chwytają je za karki, za łby, za ręce i wrzucają na kupę, na ciężarówki.
Porozrzucane po kątach wśród kału ludzkiego i pogubionych zegarków leżą poduszone, podeptane niemowlęta, nagie potworki o ogromnych głowach i wydętych brzuchach. Wynosi się je jak kurczaki, trzymając po parę w jednej garści.
Fragment wiarsza Stanisława Grochowiaka Płonąca żyrafa.
Tak
To jest coś
Biedna konstrukcja człowieczego lęku
Żyrafa kopcąca się pomaleńku
Tak
To jest coś
Coś z tamtej ściany z aspiryny i potu
Ta mordka podobna do roztrzaskanego kulomiotu
Tak
To jest coś
Przejdźmy do definicji
turpizm (od łac. turpis – szpetny, szkaradny, brzydki) – tendencja w literaturze polegająca na programowym antyestetyzmie, wprowadzeniu do utworów elementów brzydoty, ułomności, kalectwa, choroby i śmierci.